Tegoroczna zima rozpieszcza chyba wszystkich  na dolnym śląsku. Powoli zbliżamy się do połowy stycznia, tymczasem temperatury oscylują w granicach +8 stopni. Ostatnimi czasy przeczytałem inspirującą mnie do tego wpisu dyskusję. Moi znajomi spierali się jak się ubrać na takie mrozy. Jeden z nich raczył przytoczyć nawet jedno z moich ulubionych powiedzonek z życia cyklisty: „nie ma złej pogody na rower, są jedynie źle ubrani rowerzyści„. Święta prawda. Na każdą pogodę można założyć coś stosownego.

Czy powinno być ładnie1.

Otóż uważam, że nie. Powinno być praktycznie, a przede wszystkim powinno być tak abyśmy nie zmarzli. W poprzednim roku miałem okazję kilkukrotnie przebiec się w temperaturze -10 stopni. Zdecydowałem, że ubiorę się ciepło. Założyłem koszulkę termoaktywną, następnie obcisłą bluzę polarową, na to dwie kurtki i poszedłem. Czy zmarzłem? Oczywiście, że nie! Czy było wygodnie? Naturalnie, nie! Gdzie błąd? W pomyśle. Założyłem zbyt dużo wszystkiego. Co w efekcie spowodowało, iż organizm się zaczynał przegrzewać, czego następstwem był pot. Pot na skórze i w ciuchach przy dość niskich temperaturach nie jest najlepszym pomysłem. Co zatem?

 

Zasada trzech warstw.

Otóż ruszając się nasze ciała całkiem skutecznie radzą sobie z wytwarzaniem ciepła. My sami jesteśmy sobie piecykami. Cała sztuka polega na tym, aby owe ciepło zatrzymać możliwie długo pod kurtką. Drugi „myk” polega na tym, aby jak najdalej utrzymywać mokry pot. Który przy wysiłku fizycznym zawsze się pojawi, w większej czy mniejszej ilości.

Moje wnioski dotyczące ubierania się na rower, do biegania, czy na snowboard. Warstwa 1 – odzież termoaktywna. Powinna stosunkowo dobrze przylegać do ciała. Dzięki temu odzież taka może dość dobrze działać, a jednocześnie nie utrudniać ruchów. Zadaniem warstwy pierwszej jest odprowadzenie potu z powierzchni skóry. Tkaniny użyte przy produkcji tego typu ciuchów działają jak miliony małych, odwróconych lejków. Dzięki czemu pozwalają na przepuszczenie potu i skutecznie nie pozwalają na jego powrót. Warstwa 2 – utrzymanie ciepła. Zadaniem drugiej warstwy jest utrzymanie ciepła możliwie długo przy ciele. Tutaj dobrze sprawdzają się wszelkiego rodzaju bluzy polarowe lub inne syntetyczne ciepłe materiały. Choć pamiętajmy aby nie przesadzić, gdyż to właśnie tutaj zgromadzi się nasz pot. Warstwa 3 – ochrona przed wiatrem i wodą. Krótko mówiąc kurtka, która zatrzyma wyziębiający wiatr oraz mokry deszcz. Oczywiście nie istnieją kurtki w 100% wodoodporne (no – istnieją, ale są z gumy lub folii). Zadaniem kurtki jest też umożliwienie odparowania zgromadzonego pod spodem potu, powinny zatem posiadać odpowiednie membrany, które ułatwiają ten proces.

 

Istotnym jest również fakt, iż w nieco cieplejsze dni można pominąć warstwę 2. Jak się okazuje jest to dość częste zjawisko. Swoją drogą napiszę, iż miałem okazję rozmawiać z biegaczem, który ochoczo oznajmił, iż przy 10 stopniowym mrozie ma cieplejszą koszulkę termoaktywną oraz kurtkę wiatroodporną. Na początku zdziwiło mnie to, jednak po kilku próbach okazało się, iż jest to całkiem wygodny i użyteczny strój. Oczywiście przy -10 nie odważyłem się tak wyjść, jednak przy dodatnich temperaturach sprawdzało się to. Powinniśmy również zwrócić uwagę na skrajnie niskie temperatury. Mam tu na myśli takie w granicach -15 czy -20 stopni. W takich sytuacjach nasz układ oddechowy narażony będzie na dość ekstremalne ochłodzenie, co może mieć przykre konsekwencje.