Wszystkie książki, artykuły, opracowania, ogólnie, wszystkie teksty, które miałem okazję czytać (w tym również te na blogach biegaczy) dotyczące biegania oraz jazdy na rowerze (innych nie czytam) jasno mówią, iż na sukces w tych dyscyplinach składa się kilka składowych. Jedną z najważniejszych jest posiadanie tzw. wrodzonych predyspozycji związanych z uprawianiem danego typu sportu.

Gro osób, z którymi się spotykam przychodzi na stadion lub siada na rower właśnie dlatego, że ma problem z wagą. Znam to świetnie – sam mam, wprawdzie coraz mniejszy, ale zawsze coś. Sam też przerabiałem to biegnąc obleganą stadionową bieżnią. Otóż poruszasz się swoim tempem, dla osoby otyłej, dopiero zaczynającej, jest to szczyt, szczytów, pulsometr świeci na czerwono od 190 uderzeń serca w ciągu minuty. Zwalniasz, aby wejść w niższą strefę, przecież wiesz, że tłuszcz spala się znacznie efektywniej w strefach aerobowych. Po dwóch okrążeniach dochodzisz do wniosku, że musisz prawie iść, aby trzymać w ryzach swój puls. Zwalniasz zatem. Ledwo biegniesz. Wtem na stadion wchodzi, boski, smukły, wysoki. Długość kroku jakieś półtora metra, może dwa, podczas kiedy Ty drobisz swoje 80 centymetrowe kroczki. Biegniesz jedno okrążenie, biegniesz drugie, smukły Cię dubluje. Kolejne dwa i kolejny dubel. Tracisz motywacje, zwijasz się do domu, ewentualnie jesteś twardy i dokańczasz trening.

W domu czytasz. O spalaniu tłuszczu wiesz już wiele. Wiesz nawet co to glikogen.  Czytasz zatem mądry poradnik o tym jak szybko biegać. I tu zonk! Już w pierwszych słowach czytasz o tym, że każdy ma swoje wrodzone zdolności do tego by biegać. Myśli kłębią się w głowie. W końcu dochodzisz do wniosku. Matko boska, ja nie mam wrodzonych, genetycznych zdolności do tego żeby zostać mistrzem świata.

Nie wiem, czy Cię zaskoczę, ale masz racje. Najprawdopodobniej ich nie masz. Jest też dobra wiadomość. Zapewne nie ma ich także ten smukły wysoki. W czym więc tkwi problem. Odpowiedź jest drastycznie prosta. Jest bardziej wytrenowany, jego mięśnie są przyzwyczajone do wysiłku, a każda komórka ciała znacznie lepiej zarządza i tlenem i energią, którą jej dostarcza krew. Dlatego też jego przyzwyczajone mięśnie mogą się skurczyć więcej razy, aniżeli Twoje, dlatego też jego rozciągnięte płuca są w stanie przepompować więcej tlenu, który jest lepiej wykorzystywany przez komórki, krótko mówiąc nie brakuje mu kolokwialnego tchu, podczas, kiedy Ty dyszysz jak stara lokomotywa. Jest to kwestia wytrenowania, czyli przyzwyczajenia organizmu do takiej pracy.

blog biegacza

Być może ktoś napisze, że najlepsi biegacze na krótkie dystanse mają gen ACTN3. Ma go ponoć 98% Jamajczyków, a to oni zajmują zaszczytne miejsca na zawodach rangi światowej. Jak się okazuje gen ten także posiada 82% mieszkańców Europy. Przeprowadzając analizę naszych szkieletów uczeni wywnioskowali, iż ludzie są znakomicie przystosowani do biegania. Wszyscy. Ja, smukły wysoki, także Ty. O przystosowanie to zadbała ewolucja, lub Bóg, jak kto woli. Nasze kości, podstawa czaszki, kręgosłupy, wszystko po to aby biegać. Ponoć na długie dystanse i pewnie za jeleniem lub dziką kozą.

Wróćmy jednak do tego artykułu, który odbierasz bardzo zniechęcająco, który stara się Ci wmówić, że nie jesteś stworzony do biegania. Otóż pewnie tak, nie zostaniesz mistrzem świata i nie pobijesz rekordu Polski w maratonie. Jest jednak rekord, który będziesz w stanie pobić. Baa, możesz to zrobić na każdym treningu. Mam tu na myśli swoje własne rekordy, które są niezwykle istotne. To te rekordy sprawiają, że biorąc prysznic po treningu uśmiechasz się. Z czasem przychodzą lepsze wyniki. Uwierz mi, z czasem na stadion przyjdzie ktoś, kogo będziesz dublował. Jednak nie to powinno być celem biegania. Przynajmniej ja robię to dla siebie. Mam z tego mega frajdę, a jak się zdarzy, że zegarek zapika mi, że pobiłem kolejny rekord – swój rekord – to świetnie. Oby częściej.  Tego Ci właśnie życzę: wytrwałości, optymizmu i kolejnych pokonanych rekordów. Kto wie może z czasem uda się pobić rekord świata.