Miesiąc maj minął pod znakiem zapalenia gardła, bolącej nogi i jednego mega startu. Pozwolicie, że zacznę od tego co nie wyszło. Z całą pewnością nie wystartowałem w Biegu na Ślężę. Wielka szkoda, gdyż to już moja druga przymiarka do tego biegu górskiego z bardzo bogatą tradycją. Zdecydowałem się nie startować z uwagi na czająca się tuż za rogiem kontuzję. Właściwie to noga boli od połowy maja, boli różnie, raz przy piszczelu, choć tu coraz mniej, raz z tyłu tuż nad kostką. O tym dziwacznym bólu napisze nieco później. Napisze, gdyż chyba odkryłem przyczynę.

Bieganie

Tak jak napisałem. Bieg na Ślężę sobie odpuściłem. Nie podarowałem sobie za to Półmaratonu Mietkowskiego. Relację z tych zawodów biegowych mam już za sobą. Pisząc krótko, było mega, super ekstra. Pokonałem swoje słabości i swój rekord na trasie 21 km. Czas jaki udało mi się osiągnąć to moja aktualna życiówka, czyli 1:54:32. Wiem, że gro spośród was uzna, że przesadzam, jednak ja osobiście uważam, że półmaraton w Mietkowie był mocno wymagającym startem. Wiejący wiatr i podbiegi sprawiły, że będę o tym starcie długo pamiętał.

Słówko jeszcze o rekordach biegowych. Otóż udało mi się wkroczyć do grona osób, które 10 km pokonują w czasie 50 minut. Konkretnie 50 minut i 18 sekund. Przy okazji dokoptowałem rekord na 5km, gdzie wyszło 24 minut i 21 sekund. Wszystko to okraszone wzrostem pułapu tlenowego do poziomu 49 ml/kg/min.

Majowy przebieg w kilometrach to dystans 106 km. Sporo (jak na mnie)też jeździłem na rowerze. Wyszło raptem 255km w trakcie aż 6 wypadów wokół komina.

Kontuzje

O zapaleniu gardła już pisałem. Było minęło, zabrało tydzień, zatem nie będę przypominał. Większym problemem, który mnie spotkał był, a właściwie to trochę jest. Chodzi o ból przy piszczelu, głównie w lewej nodze. Zaczęło się tuż po Półmaratonie Mietkowskim. W efekcie zrobiłem sobie 10 dniową przerwę od biegania. Ból przeszedł z przodu na tył nogi. Mocno mnie to zmartwiło, gdyż z tyłu boli i boli. Przejść nie chce. Finalnie chyba rozwikłałem zagadkę i przyczynę bólu. Otóż usypiając córkę Alicję opowiadam bajkę leżąc w jej 170cm łóżku. Ponieważ liczę sobie 183cm nogi opieram o poręcz. Opieram właśnie tą częścią, która boli. Wczoraj przyłapałem się na tym, że po takiej sesji usypiania nie mogłem stanąć na nogę. Wierzę, że to to jest przyczyną problemu.

Blog biegacza

W kwestii rozwoju serwisu. Dobrą wiadomością jest fakt, iż liczba instagramowych followersów przekroczyła magiczną (dla mnie) setkę. Sam blog biegacza również odnotował pokaźny wzrost liczby odwiedzających. Nie są to wprawdzie wartości sięgające 300 tyś unikalnych użytkowników, niemniej jednak wciąż was przybywa, co mnie niezmiernie cieszy.

Odchudzanie

Tu wiadomość jest zła i dobra. Zła ponieważ nie ważę zaplanowanych 81 kg. Właściwie to nie ważę nawet 83 kg. Niestety nie jest już tak łatwo i kolorowo zrzucać kolejne kilogramy. W maju moja waga oscylowała w granicach 85 kg. Nie bardzo chciała ruszyć. Z moich obserwacji wynika, że organizm powoli zaadoptował się systematycznych treningów. Cwaniak jeden, zaczął oszczędnie wykorzystywać to co mu serwowałem. Panaceum na stojąca wagę była biegowa przerwa. Po niej waga znowu zaczęła spadać. Aktualnie ważę 84 kg. Jest to pułap, który zaplanowałem, że osiągnę w okolicy maja. Teoretycznie wszystko idzie zgodnie z planem. Tak czy siak, jest już o wiele, wiele trudniej. Każdy następny kilogram przychodzi coraz wolniej. Jedyne co zachęca to wcześniejsze efekty.

To chyba wszystko o czym chcę i powinienem napisać w związku z mijającym właśnie majem. Pozdrawiam i do zobaczenia w czerwcu. Czyli za jakieś 15 sekund. O już. Mamy 1 czerwca – dzień dziecka.