Ostatni weekend tegorocznych wakacji. 27 sierpnia 2016 miał miejsce chyba ostatni dla mnie,tegoroczny bieg którego uwieńczeniem był medal. Były to zawody zorganizowane przez Gminny Ośrodek Sportu i Rekreacji w Kunicach. Bieg na czterech dystansach: 5, 10, 15 i 20 kilometrów.

Trasa biegu

Trasa biegu wiodła wokół jeziora w Kunicach. Ja osobiście biegłem dystans 10 kilometrów, musiałem zatem pokonać jeziora 2 razy. Profil wysokościowy trasy można opisać właściwie jedną cyfrą – 125. Nie, nie jest to liczba przewyższeń, czy zbiegów. Jest to średnia wysokość na której przyszło nam biegać. Piszę o tym dokładnie w ten sposób, gdyż nie biegło się ani w górę ani w dół. Nooo, może odrobinę w górę, nie dało się jednak tego jakoś specjalnie zauważyć, a już na pewno tak, aby można było się tym podbiegiem zmęczyć.

bieg reggae kunice

Pierwszy kilometr biegu to bieg asfaltem. Na dystansie jakiegoś 1 km od startu był lekki nawrót, po którym zaczynała się szutrowa droga. Była to bardzo fajna część trasy z uwagi na rosnące przy drodze drzewa. Jeśli zastanawiasz się dlaczego drzewa są fajne, już piszę. Rzucają cień. O cieniu, a właściwie o słońcu napiszę pod koniec, zatem cierpliwie czytaj!

Po szutrze przyszedł kolejny asfalt, a także chodnik przy samym jeziorze. Wszystko po to aby dobiec do asfaltowej mety. Na trasie były dwa, a właściwie to trzy wspaniałe punkty. Pierwszy na 4500 metrze – był bufet, gdzie można było napić się wody. Drugi był tuż przed metą. Była to „kurtyna wodna” w postaci wody pryskanej z węża. Niby nic, a jednak cieszyło mnie dokładnie tak, jak cieszy moje dzieci, kiedy mogą pobiegać przy spryskiwaczu, który podlewa trawę. Trzecim wspaniałym punktem był drugi bufet, tuż za metą.

Plan na bieg

Plan był prosty, biec mniej więcej wciąż tak samo w tempie około 5.30. Tuż po starcie, który trochę przegapiłem, moje tempo wynosiło jakieś 4.30 – wiadomo, za szybko jak na mnie. Finalnie zabrakłoby sił. Po około kilometrze – zdecydowanie zwolniłem. Przyznam się, że czułem się jak taki trochę niedzielny biegacz, który na początku ciśnie, a już po 2 kilometrach musi odpuścić. Wszyscy, których wyprzedziłem na początki zwyczajnie mnie dogonili.

Sprzymierzeńcem w biegu, z całą pewnością nie było słońce. Było mega, hiper gorąco. Średnia temperatura w trakcie biegu wyniosła 30 stopni. Maksymalnie mój Garmin pokazał 33 kreski ponad zerem. Bez wiatru, czasami cień dawał ukojenie. Przyznam się, że już na 4 kilometrze miałem dość. Pierwszy bufet, jaki widziałem, nie był dla nas. Pisząc nas, mam na myśli większość biegnących. Był to prywatny bufet jednego z klubów. Zwykli śmiertelnicy nie mogli korzystać. Naturalnie to rozumiem, jednak w obliczu takiego upału same przekleństwa przychodziły mi do głowy.

2

Okrążenie liczyło 5 kilometrów. Potem trasa była już znana. Miałem zaplanowane, że na około 8 kilometrze lekko przyśpieszę do około 5:10 / km, na 9 kilometrze chciałem jeszcze dokręcić tempową śrubę, aby biec w okolicach 4:50 na kilometr.

Nic z tych rzeczy. Spękane usta, nie ma nawet czym splunąć. Przedmetowy bufet pomógł na jakieś 300 metrów, po których wciąż to samo. Sahara w gębie. Na szczęście do mety jeszcze tylko kilometr i już nie boli. Organizator w pakiecie startowym podarował wszystkim izotonik, zatem uzupełnienie płynów powiodło się w 100%.

3

Pakiet startowy

Skoro już o pakiecie mówimy. Koszt biegu to 40zł. W zamian za to otrzymaliśmy numer startowy, batona, izotonik, ulotkę i koszulkę z wielkim logo głównego i chyba jedynego sponsora – firmy EUCO.  Baton był przepyszny, słodki i lekko roztopiony. Regeneracyjny makaron średniego smaku, niemniej jednak po tym wysiłku był bardzo, bardzo dobry. Każdy z 254 uczesników otrzymał pamiątkowy wyjątkowy medal. Wyjątkowość medalu wzięła się stąd, iż kształtem przypominał on jezioro kunickie. Był to świetny pomysł.

bieg reagge

fot. e-legnickie.pl

Finalnie bieg mogę uznać za mega udany. Nie był to bieg na miarę życiówki, jednak nie taki był plan. W moim przypadku były to ostatnie przed operacją zawody, całe szczęście, że dobrze zapiszą się w mojej pamięci. Bieg miał kila niedociągnięć, jednak wydaje mi się, że jego superowość zdecydowanie je przytłacza.

blog biegacza

Samych biegaczy było bardzo wielu. Byli tam typowi ścigacze, nastawieni na wygraną. Były kluby biegowe, amatorzy, tacy jak ja oraz zupełni niedzielni biegacze, którzy po prostu chcieli spróbować swoich sił.

Bieg z całą pewnością zostanie zapisany w moim kalendarzu biegowym. Do zobaczenia zatem w Kunicach. Naturalnie zapraszam was także na moją pogadankę o tymże biegu. Wszystko na kanale YouTube.