Rower stoi w garażu już przeszło dwa miesiące. Producent wypuścił kolekcję na rok 2016, a ja co? A ja leń! Zapowiadałem, informowałem i się chwaliłem, a tymczasem nic. Żaden tekst opisujący nowy rower się nie pojawił. A jest nowy, już nawet nie tak błyszczący, ale jest. Przeczytaj dlaczego zdecydowałem się sprawdzić, jak się kupuje rower z importu. Dowiedz się o fenomenalnym modelu sprzedaży, jaki wdrożyła firma Canyon. Dlaczego warto zaryzykować i kupić rower, do którego nie możesz się przymierzyć.

Canyon – model sprzedaży

Roweru firmy Canyon nie kupisz w żadnym stacjonarnym sklepie w Polsce. Mało tego, istnieje bardzo znikoma szansa na przymiarkę do niego. Dlaczego tak się dzieje? Otóż Canyon zdecydował się na prowadzenie bezpośredniej sprzedaży za pośrednictwem internetu. Redukując liczbę zbędnych pośredników firma jest w stanie wygenerować zdecydowanie niższą cenę w stosunku do innych, konkurencyjnych rowerów.

Jeśli mowa o cenie – mój rower finalnie, razem z przesyłką kosztował około 5700zł. Biorąc pod uwagę grupy części z których się składa jest on średnio o 2000-3000 tysiące złotych tańszy od rowerów innych wiodących producentów.

Jak zatem kupić rower ze stajni Canyon’a. To proste. Strona www.canyon.com działa dokładnie tak, jak zwyczajny sklep internetowy. Wchodzimy wybieramy i jest. Prawie. Po drodze musimy wybrać odpowiedni rozmiar ramy. Niby nic trudnego, a jednak. Ten etap warto dość dokładnie przestudiować (o źle dobranej ramie już niebawem). Strona oferuje nam dość dokładny, zadający masę pytań kalkulator, który w wyniku swojego działania poda nam odpowiedni rozmiar przyszłej ramy. Jak twierdzi telefoniczna infolinia (po polsku), warto się zdać na podany wynik.

Brak możliwości wcześniejszego sprawdzenia roweru rodzi wiele problemów. Co na to producent. Canyon wychodzi z otwartymi rękoma. Chcesz zwrócić kupiony rower? Nie ma problemu. Chcesz wymienić na inny rozmiar? Proszę bardzo. Chcesz zmienić mostek na dłuższy? Dlaczego nie. Kto za to płaci? Na pewno nie ty. Canyon twierdzi, że wszystkie zwroty, wymiany są przeprowadzane na ich koszt. I słusznie. Coś za coś.

Osprzęt

Jak już wspomniałem rower kosztował niespełna 6000 zł. Co otrzymujemy w tej cenie? Sztyca, kierownica oraz mostek. Tu szału nie ma. Firmowane przez Canyona produkty. W moim odczuciu kierownica jest zdecydowanie za szeroka, ma jakieś 72 cm. Mostek – dziwnie krótki z dość dużym kątem. Sztyca, jak sztyca – jest i trzyma białe, skórzane siodełko marki Selle Italia X1. Wszystkie rurki są sygnowane przez producenta słowem Iridium.

canyon_zacisk

Hamulce

Canyon zdecydował się zamontować hamulce Shimano, model SLX. Jedne z lepszych z jakimi miałem do czynienia. A wierzcie mi, miałem styczność z wieloma, różnymi. W moim odczuciu SLX’y oraz ich bliźniaczo podobne XT’ki, są niesamowitymi hamulcami, które siłą, modulacją i jakością wykonania niemal nie mają sobie równych. Tarcze, które wybrano to niższe modele Shimano o rozmiarze 160mm, mocowane za pomocą 6 śrub. Klamki hamulców są 1-2 palcowe, jest to jedno z lepszych rozwiązań z jakim miałem styczność. Wśród użytkowników SLX’y cieszą się również znakomitą opinią.

canyon_xt

Koła – opony

Skoro jesteśmy przy kołach to i tu warto się zatrzymać na chwilę. Oryginalnie rower wyposażony jest w 29 calowe koła – Mavic Crossride oraz opony Continental X-King Racesport 2.2 Koła robią znakomite wrażenie. Zwłaszcza lekko spłaszczone szprychy. Koła są wystarczająco sztywne aby zadowolić średnio wybrednych cyklistów.

Napęd roweru

Rower wyposażono w 3-rzędową korbę SLX  (22-30-40) oraz 10-rzędową kasetę Shimano Deore. Przyznam szczerze, to moje pierwsze doświadczenie z 10 rzędami koronek w kasecie. Najbardziej miękkie przełożenie sprawia niesamowite wrażenie. Czujesz się, jakbyś mógł podjechać każdy podjazd bez większego wysiłku. W moim odczuciu świetnym pomysłem jest pozostawienie 3 koronek z przodu. Dodatkowa 10 zębatka z tyłu dopełnia tylko komfort jazdy, choć przekoszenie łańcucha jest całkiem spore przy ekstremalnie skrajnym ustawieniu. Łańcuch, raczej standardowy – KMC X10-93.

canyon_sterowka

Przednia przerzutka to Shimano SLX – jak dla mnie wystarczająca. Z tyłu zaś zamontowano XT Shadow Plus. Na uwagę zasługuje niespotykana wcześniej „wajcha”, dzięki której możemy zablokować wózek przerzutki. Dość fajne rozwiązanie, zwłaszcza podczas zdejmowania tylnego koła. Manetki, którymi operujemy to Shimano SLX. Dla wnikliwych – manetki nie mają ekraników. Przy samych manetkach warto się zatrzymać. Użyte SLX działają znakomicie. Tylna manetka, podczas redukcji, umożliwia jednym sprawnym ruchem przerzucenie 2 zębatek jednocześnie. We wcześniejszych wersjach funkcja ta była zarezerwowana jedynie dla wyższego modelu XT.

To co niezauważalne to wkład suportu – w tym wypadku to SLX.

Amortyzator

W rowerze zamontowano FOX 32 FLOAT 29 CTD EVOLUTION. Działa znakomicie wybierając niemal wszystkie nierówności, nawet te drobne. Na kierownicy zamontowana jest dwustopniowa manetka, która blokuje działanie widelca. Przypuszczalnie owa manetka będzie jednym ze słabszych punktów amortyzatora, gdyż już teraz jej linka uległa poluzowaniu, sprawiając wrażenie, jakby chciała się urwać.

Niewątpliwą zaletą amortyzatora jest sposób mocowania piasty. Otóż w tym przypadku mamy sztywną grubą oś, która jest sztywniejsza oraz mniej podatna na uszkodzenia. Jest wprawdzie nieco cięższa, wciąż jednak mamy 2:1.

Rama / geometria ramy

Jakość wykonania ramy jest znakomita. Sama rama wykonana jest z lekkiego aluminiu 7005. Spawy są ładne, równe, bez zbędnych „glutów” spawalniczych. W moim przypadku wykorzystano czarną, matową powłokę lakierniczą. Wszystkie zdobienia są malowane, nie są to zwykłe naklejki, jakie czasami można spotkać u innych, także niemieckich, producentów.

Sama geometria ramy jest dość dziwna. Wprawdzie jest to mój pierwszy 29 calowy rower, to jednak wydaje się on mocno krótki, choć na wysokość jest ok. Idealnie by było, gdyby odległość pomiędzy siodełkiem, a kierownicą była nieco większa, przy zachowaniu tej samej wysokości. Sprawę nieco przykrótkiej ramy załatwił odwrotnie zamontowany mostek o długości 10cm. Jak dla mnie wystarczyło.

canyon_rama

System prowadzenia linek jest bardzo mądrze rozwiązany. Tylny hamulec poprowadzony jest pod rurą, przewód przerzutki zaś wewnątrz rur. Na uwagę zasługuje mocowanie przedniej przerzutki. Nie jest ona przykręcona tradycyjną obejmą do rury podsiodłowej. Canyon zdecydował się na bezpośrednie mocowanie do ramy.

Co do geometrii – trochę się zawiodłem, jak już wspomniałem rower okazał się odrobinę za krótki. Naturalnie producent bardzo chętnie go wymieni na większy, inny, odda pieniądze. Niemniej jednak sprawa pozycji została załatwiona innym mostkiem. Był on zdecydowanie dłuższy, miał także zupełnie inny kąt. Wszystko to zgrało się niemal idealnie.

Sposób dostawy

Proces produkcji i dostarczania roweru przebiega bardzo podobnie jak w salonach samochodowych. Czyli zamawiając rower zostajemy poinformowani, w którym tygodniu roku ów zostanie specjalnie dla nas wyprodukowany. Jak się okazało informacja była mało precyzyjna. Mój rower był szybciej, aniżeli przewidywany termin.

Cały proces zamówienia jest na bieżąco monitorowany przez zespół Canyon’a, my zaś informowani mailowo o postępach w jego realizacji. Przesyłka została dostarczona DHL’em. Było to obszerne pudło w którym znajdował się lekko zdemontowany rower. Zabezpieczenia przesyłki – znakomite. Sam proces jego montażu nie sprawiał większych problemów. Odkręcone było – siodełko, przednie koło oraz mostek wraz z kierownicą. Cała reszta była na swoim miejscu. Po szybkim przykręceniu niezbędnych elementów – przyszła pora na pierwszy test.

Główne zdjęcie pochodzi ze strony z moim, konkretnym modelem: GRAND CANYON AL SLX 7.9