Całe życie byliście szczupli? Ja tak! Nigdy nie miałem problemów z nadwagą. Ba, niektórzy twierdzili wręcz, że jestem zbyt chudy. Łatwo przywyknąć do takiego stanu, kiedy metabolizm pozwala spalić niemal wszystko co tylko wchłoniecie, nie ważne, czy jest to Cola, kolejny hamburger, czy pyszny lukrowany pączek. Po prostu organizm znakomicie sobie radzi z nadmiarem kalorii, które mu zapodajecie. Potrafi je doskonale zagospodarować. Nie ma co się oszukiwać, szybko przychodzi 25-30, a nawet 33 wiosna i co. Pączkowe przyzwyczajenia są w znakomitej kondycji. Nie uda się jednak powiedzieć tego samego, o tym jak organizm radzi sobie z kaloriami. Ale do rzeczy. Na dzień dzisiejszy mam 33 lata, 183 cm wzrostu i waże równiutko 90 kilogramów. Mój wskaźnik masy ciała czyli popularny BMI podpowiada mi wartość 26,9, co oficjalnie sugeruje, że mam nadwagę.

Historia mojego życia…

Jak pisałem, nie zawsze ważyłem o 10 kilogramów za dużo. Był taki czas, kiedy przy moim wzroście waga pokazywała 70 kilogramów. Nie sądzę, aby było to super dobre dla mnie, czułem się mocno chudo. Po latach chudych przyszedł czas studiowania i pierwszej pracy. Wówczas potrafiłem ważyć jakieś 94 kilogramy. Na szczęście ocknąłem się w porę i zbiłem wagę do 78 kilo. Po tym, jak się wtedy czułem i wyglądałem mogę śmiało powiedzieć, że jest to dla mnie waga idealna. Było to jakieś 6-7 lat temu. Od tamtego czasu do dziś przytyłem kolejne 12 kilogramów. Powoli, systematycznie. Wynik jest znany 90 kilogramów.

Do tego czasu moja aktywność fizyczna była mocno sporadyczna. Nie oszukujmy się, jak, być może, większość z was nie byłem wybitnym sportowcem, na lekcjach WF nigdy nie przybiegałem pierwszy i nie skakałem najdalej. Raczej, zwyczajny Kowalski, który sporadycznie pogra w siatkówkę, a z braku laku pójdzie na basen. Biegania nigdy nie lubiłem, rowerem nie jeździłem. Zwykły, zgnuśniały, zamulony studencką Colą. 

Epoka rowerowa

Koniec 2008 roku, zima. Kupiłem pierwszy rower. Swoją drogą zima to dobry moment na zakupy roweru. Przez ten czas stałem się prawdziwym rowerowym fanem. O rowerach wiem niemal wszystko. Mam za sobą kilka startów w rowerowych maratonach. Są to genialne imprezy, które integrują wszystkich kochających dwa kółka. W epoce rowerowej waga mojego ciała wynosiła jakieś 82-84 kilogramy. Czyli znośnie, ciut za dużo, ale znośnie .

Stałem się prawdziwym rowerowym maniakiem. Przejechanie 100 kilometrów rowerem nie stanowiło dla mnie większego problemu. Generalnie świetna zabawa i ogólny zdrowy styl życia. Nie obyło się jednak bez kontuzji. Pierwsza, z której nie wyciągnąłem żadnych wniosków. Skręcona w łokciu prawa ręka. 3 tygodnie gipsu i po bólu. Rok później rowerowa tragedia. Środek sezonu,  a tu gips. Złamany obojczyk i 3 miesiące uziemienia. Niestety nie. 3 miesiące to dopiero początek. Potem długa rehabilitacja i średni zrost złamanej kości. Ów okres odbił się na mojej wadze, blisko 88-90 kilogramów.

Epoka biegowa

Jakiś rok temu odkryłem bieganie. Muszę przyznać, że jest to naprawdę pasjonujący sport. Na szczęście lata rowerowe pozwalają mi przebiec 10 kilometrów w godzinę bez heroicznego wysiłku i super zadyszki. Mam zatem pewną bazę wyjściową. Ufam więc, że będzie łatwiej i lepiej.

Zatem dziś decyduję się na publiczną obietnicę, iż zamierzam wrócić do 75-80 kilogramów. Nie żeby była to akcja plaża, czy kaloryfer na brzuchu. Wiem, że nie będzie łatwo, wiem, że jestem uzależniony od cukru. Ba, znam efekt odstawienia :) Ufam jednak, że sprostam.

Jeśli jesteście ze mną, jeśli sami staracie się wytrwać w tym jakże trudnym postanowieniu zapraszam do częstych odwiedzin, komentowania, czy też podsyłania swoich zmagań z utratą zbędnej wagi.