Czerwiec okazał się miesiącem, w którym nie udało mi się zrealizować comiesięcznych 100 km biegiem. Było to zaplanowane. Pierwsze dwa tygodnie miesiąca odpuściłem i nie biegałem. Czy pomogło? Średnio. Noga boli jak bolała, może ciut mniej. Niemniej jednak słowo klucz to boli.

Niespodzianka

Niespodzianką w tym miesiącu był dwudniowy wypad do Karpacza. Niestety nie udało mi się wypuścić w jakiś dłuższy bieg po górskich ścieżkach. Za to pobiegałem, choć trochę, po mieście. 5 kilometrowa rundka zajęła mi jakieś 30 minut. Muszę przyznać, że podbiegi tam są: początkowo przerażające, potem jednak sprawiają ogromną przyjemność. Widoki, które serwuje natura czynią takie, jakby nie było, trudne bieganie, czymś wspaniałym. Polecam gdyż warto. Ja z całą pewnością będę częstszym, biegowym bywalcem na górskich szlakach.

bieganie w górach

Półmaraton we Wrocławiu

Czerwiec miał być także miesiącem, w którym planowałem wystartować w Nocnym Półmaratonie we Wrocławiu. Początkowo liczyłem na mega spektakularny start z super wynikiem. Finalnie jednak wyszło 1:57:37. Bez większych rewelacji. Niemniej jednak wciąż poniżej dwóch godzin. Więc jak na moje zdolności biegowe. Źle nie jest. Pewien niedosyt jest, zatem pozostaje pole do dalszej walki z samym sobą przy okazji innych imprez.

Urlop nad morzem

Kolejnym z punktów w czerwcu było wyjechanie na 7 dni nad morze. Konkretnie do Pobierowa. Moje bieganie nad morzem opisałem w jednym z poprzednich wpisów. Owszem biegałem, biegałem nawet więcej aniżeli planowałem. Bieganie po plaży bardzo mi się spodobało. Sama plaża jest średnim miejscem w moim odczuciu. Nie jestem zwolennikiem takiej formy wypoczynku, niemniej jednak warto było pojechać i spróbować. Zwieńczeniem tego wszystkiego powinny być jakieś lokalne, nadmorskie zawody. Jednak ani termin, ani miejsce nie zgrały się z takowymi. Biegałem więc w towarzystwie albo kolegi Przemka, albo z własnymi przemyśleniami.

bieganie nad morzem

Rowerowe tematy

Nowy Trek Superfly 7 dumnie pręży się w garażu. Z kolory sąsiedzi i znajomi się śmieją. Mnie powoli zaczyna się podobać. Właściwie to nie mam wyboru. Przez kolejne lata będzie mi towarzyszył we wszystkich terenowych wyprawach.

Trek Superfly 7

Szosowy Bianchi zyskał nowy napęd. Wyszło mu to na dobre. Z rzeczy, które mu zaaplikowałem to, nowa 10-rzędowa kaseta, konkretnie Shimano 105. Nowy łańcuch. Tu zdecydowałem się na Ultegrę. Nowe tarcze do korby. W przypadku korby zapanował mały nieład. Dlaczego? Otóż ramiona korby, to leciwe FSA, duży 50 zębowy blat to Shimano 105, zaś mała tarcza to 34 zębowa Ultegra. Wymieniłem także linki przerzutek. Najbardziej mnie cieszy fakt, że wszystkie te naprawy zrobiłem sam we własnym zakresie. Najwięcej problemów sprawiło wykombinowanie, jak wyjąć linki przerzutek. Finalnie jednak udało się. Jestem z siebie dumny. Od tego momentu mogę służyć pomocą.

Blog o odchudzaniu

Ten aspekt chciałbym delikatnie przemilczeć. Choć nie! Kiedy zaczynałem pisać bloga postanowiłem, że wszystko będzie szczere i obiektywne. Z planowanych 81 kilogramów na koniec czerwca wciąż jest 83-84 kg – czyli postęp żaden. Jest już naprawdę trudno zbić każdy kilogram. Ja jednak, z uporem maniaka będę dążył do tych 78-80 kilogramów. Jak tylko się uda – zjem tabliczkę czekolady. A co mi tam. Nie mogę się doczekać.