Co w czerwcu? Jeśli śledzicie jakieś inne kanały dystrybucji wiadomości z mojej strony to pewnie wiecie, że borykam się z boląca lewą nogą. Czerwiec to w głównej mierze odpoczynek. Pierwsze dwa tygodnie z całą pewnością odpuszczam bieganie. Trzeci tydzień, ten poprzedzający mój start roku, nocny półmaraton wrocławski, postaram się trochę rozruszać nogi, co by nie było kompletnej klapy, jednak nie będą to ani długie wybiegania, ani jakieś spektakularne sprinty. Ot bieganie do max 10 kilometrów. Naturalnie zdaję sobie sprawę z tego, że na starcie roku szału nie będzie. O wszystkim jednak postaram się napisać na blogu w innym, ciut późniejszym, terminie.

Nocny półmaraton wrocławski

Jedyne czerwcowe zawody, na których chcę wystartować to półmaraton we Wrocławiu. W planach miałem, aby był to ten start, podczas którego pokonam samego siebie. Mega, hiper spektakularny. Czas w okolicach 1:45 lub przynajmniej nie gorzej niż w biegu mietkowskim, czyli jakieś 10 minut więcej. Tak czy siak miało być z mocnym przytupem, tak abym mógł się okryć chwałą i prawie sławą.

Niestety dziś mam świadomość, że biegnę z dwoma celami. Pierwszy to nie złamać nogi w trakcie i dobiec do mety bez większej kontuzji. Jeśli uda się szczęśliwie zrealizować ten pierwszy to w grę wchodzić zacznie drugi, czyli dobiec poniżej 2 godzin.

 

Trochę o bieganiu

Koniec czerwca to początek mojego urlopu. Tym razem celem będzie polskie morze w Pobierowie. Przyznam szczerze nie byłem jeszcze w tej miejscowości, wierzę, że będzie znośnie. Akcja plaża 2016 w moim wydaniu chyba została zwieńczona sukcesem. Będzie to pierwszy raz, od dawien dawna, kiedy bez większych oporów wyjdę na palże z uwagi na fakt w miarę płaskiego brzucha. Co do biegania, to chciałbym w trakcie mojego pobytu w tym urokliwym miejscu wybrać się na jakieś poranne truchty, tak ze dwa, trzy razy. Jeśli noga pozwoli, nie będę widział większych przeszkód.

Trochę o rowerze

Nie wiem czy wiecie, ale mój staro-nowy rower Canyon się sprzedał. Aktualnie czekam na dostarczenie nowego, górskiego połykacza kilometrów. Tym razem będzie to rower ze stajni Treka, konkretnie Trek Superfly 7 z 2016 roku. Aktualnie tupię nóżkami niczym małe dziecko w sklepie z cukierkami. Nie mogę się doczekać, naturalnie wszystko pojawi się na blogu. W między czasie zabieram się za renowację napędu w moim drugim rowerze, szosowym Bianchi. Tu napęd woła już o pomstę do nieba. Wydaje mi się, że w naturze roweru szosowego jest mocne zużywanie napędu, z uwagi na liczby kilometrów, które nimi pokonuja kolarze.

Blog o odchudzaniu

O odchudzaniu miałem też trochę pisać. W moim przypadku jest tak, że redukcja masy powoli dobiega końca. Aktualnie ważę jakieś 83kg – 84kg. Może zabrzmi to średnio skromne, ale wyglądam już znośnie. Przynajmniej tak mówią niektórzy znajomi, choć im nie wierzę, część z nich mówiła, że jest ok, kiedy ważyłem 95kg. Zakłamani, kłamcy! Tak czy siak na koniec czerwca chciałbym ważyć 80kg. Pewnie się nie uda. Wierzę jednak, że 81 kg będzie w zasięgu ręki. Naturalnie o wszystkim będę pisał. Nic tylko czytać.

Prace blogowe

Na blogu – tradycyjnie chciałbym systematycznie i sukcesywnie zwiększać ruch i liczbę artykułów. Powoli, w głowie pojawia się myśl co by przygotować pierwszy materiał wideo, którym chciałbym was uraczyć. Chyba się skuszę na relacje wideo z renowacji napędu w szosie. Na ogół jest to ta część prac przy rowerze, które sprawiają ewentualne problemy. Jest to jednak w fazie planów, nic zatem na siłę. Jeśli pomysł wypali, to super, jeśli nie, trudno – tragedii nie będzie.

Niewątpliwym sukcesem strony jest wybicie się do pierwszej 10, czasami jeszcze 11 w wynikach wyszukiwania na frazę blog biegacza. Jakie będzie to miało przełożenie na ruch – zobaczymy. Tak czy siak walka wciąż trwa.