Mam ewidentną nerwice natręctw. Nie wiem dlaczego ale godzina mojej pobudki to 5:30. Dlaczego nie 33 minuty po piątej lub osiem minut wcześniej? Ty też pewnie tak masz! Jestem przekonany. Jak zdążyłeś zauważyć wstaję stosunkowo wcześnie (tak, tak wiem, są wśród was bardziej ranne ptaszki). Wszystko po to aby móc zaliczyć poranne bieganie. Ciężko jest się zmotywować do tego, aby zerwać się skoro świt i wyjść. Kołdra ciepła, miękka, żona śpi obok. Na dworze zimno, czasami wieje, są chwile kiedy pada. Zastanawiasz się po co to wszystko? Poznaj 5 moich typów na temat tego, dlaczego warto zrobić to z rana, a nie wieczorem.

Dłuższa doba.

Oczywiście to mit. Przecież wiesz doba nie może być dłuższa, a jednak. Kiedy ty smacznie śpisz do 8:00, baa,  nawet  do 9:00 ja mam za sobą blisko 4 godziny dnia, z czego tylko godzinę, bo na ogół na tyle wychodzę biegać, poświęciłem na ruch. Pozostałe 3 godziny to czas, który mogę przeznaczyć na robienie czegoś fajnego. Owszem, spanie jest fajne, ale są rzeczy dużo fajniejsze. Ja najczęściej siadam do bloga i piszę lub montuję materiał na kanał YouTuba, czyli robię rzeczy, na które zwyczajnie brakuje czasu w ciągu dnia.

zegarek dla biegacza

Sił jakby więcej

Paradoksalnie kiedy budzę się przed godziną 6 rano, sił starcza mi na dłużej. Do tego jeśli dorzucę poranny trening. Nie mam tu na myśli jakiegoś morderczego wybiegania. Raczej rekreacyjne 7-8 km. Tuż po biegu towarzyszy mi wprawdzie lekkie zmęczenie, nie jest to jednak coś strasznego. Da się przeżyć. Takie krótkie biegi biegam na czczo, z kilkoma łykami wody.

Uwierz mi! Po takim rozruszanym poranku nie możesz doczekać się śniadania. Niemal każde śniadanie jest mega pyszne. Nie wiem skąd to się bierze. Choć nie, właściwie to się domyślam. Otóż po nocy zgromadzone zapasy glikogenu, czyli mega szybkiego źródła energii, są trochę uszczuplone. Dodatkowo kiedy biegasz wypalasz resztki tego co pozostało. Co zatem robi organizm po takim biegu? Twój mózg wysyła mocne zapotrzebowanie na pycha jedzonko, co by uzupełnić glikogen. W ferworze tego całego procesu Ty wchłaniasz wszystko co tylko znajdziesz na stole. Smakuje to, jak nigdy dotąd.

śniadanie biegacza

Uważnie przeczytaj! Jestem absolutnie daleki od głoszenia tez, że na czczo jest biegać lepiej. Mi zwyczajnie nie chce się robić śniadania przed wyjściem z domu. Wolę to zrobić po powrocie. Mój bieg, zwłaszcza teraz, jest w mocnej strefie komfortu. Jestem też święcie przekonany, że próba przebiegnięcia 15-20km na czczo z rana będzie średnim pomysłem.

Kupa problemów

Ostatnimi czasy, wśród moich znajomych zapanowała jakaś plaga. Mówię tu o kupie problemów w trakcie biegu. Tak, tak. Jak się okazuje żołądkowe ekscesy podczas treningu nie są czymś nadzwyczajnym. Często jest tak, że w trakcie dnia zjesz np. śliwki i popijesz mlekiem. Sikanie tyłkiem – murowane. W takiej sytuacji trening masz z głowy. Nikt rozsądny nie je śliwek z rana. Zatem i trening będzie udany. To tyle w tym temacie.

Cisza, spokój

Osobiście jestem zwolennikiem biegania w samotności. Nie żebym był jakimś odludkiem. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się jednak, że aby biegać wspólnie trzeba dużego zaparcia wszystkich biegnących. Bo to, albo za szybko, albo za wolno, gadać się chce, albo nie. Kupa problemów się też potrafi nadarzyć. Mało tego niektórzy z was pewnie wolą aby nikt nie widział ich biegowych startów. Bo za grubi, bo za wolno, bo obcisłe. Powodów jet milion. Nie rano!

Mieszkam na prowincji, biegaczy mogę wyliczyć na palcach. Niemniej jednak na naszym lokalnym stadionie w okolicy godziny 16-18 na stadionie są chyba wszyscy. Zawsze też znajdzie się grupka młodzieży robiącej sobie selfie, pan z kosiarką. Rano tego nie ma. Dziś o 6:00 kiedy wszedłem na bieżnie byłem tylko ja. Ja i wróble. Podobnie jest na okolicznych trasach. Dodatkowo, samochodów jakby mniej.

Lepsza redukcja tłuszczu

Najlepsze zostawiłem na koniec. Poranna redukcja wagi na czczo budzi wiele kontrowersji. Ma tylu przeciwników, co i zwolenników. Jedni mówią, że to mit i nie działa, inni twierdzą, że jest to jedyny słuszny sposób na utratę wagi. Zdania są podzielone i trzeba opowiedzieć się za którąś ze stron. Ja osobiście mówię, że jest to dobre. Napisze szybko i rzeczowo, nie wdając się w jakieś chemiczno-fizjologiczne szczegóły. Wcześniej napisałem, że po nocy poziom glikogenu jest niższy. Kiedy go zaczyna brakować, organizm szuka alternatywy. Szybko ją znajduje – wstępnie są dwie. Tłuszcz lub kolokwialnie mięśnie (tu rodzi się najwięcej sporów). Krótko mówiąc. Poranny wysiłek sprawia, że dużo szybciej zaczynamy spalać tłuszcz. Nie tracimy czasu na „wypsztykanie” się z glikogenu, a dopiero potem palenie tłuszczy.

To by było na tyle. Z chęcią przeczytam, czy wolisz rano, czy wieczorem, uzasadnienia także są mile widziane. Zapraszam zatem do komentowania.