Nie będę ściemniał, nie zamierzam się także usprawiedliwiać. Nie pisałem, a powinienem był. Najgorsze jest to, że miałem o czym. Tak to zdecydowanie przytłaczające. Te katujące myśli zbiegają się aktualnie ze średnim humorem. Pora zatem skończyć z chandrą i zrobić coś pożytecznego. Lekko wybity z rytmu, piszę. Mam nadzieję, że uda się w miarę sensownie sklecić krótki opis zawodów. Był to 3 Bieg Mikołajkowy w Legnicy.

Zawody organizowane przez Legnickie Stowarzyszenie Biegowe Feniks. Data – 3 grudnia 2016. Start biegu przewidziany był na godzinę 11:00? Niestety, nie pamiętam, tak dawno to było. Generalnie z rana biegliśmy. Jeśli zapytacie, czy było fajnie, odpowiem – tak było. Czy było zimno? Było! Nie o tym jednak chciałem pisać. Na pierwszy ogień niech będzie trasa. Zawody odbywały się w legnickim parku, który legniczanie zwykli nazywać Laskiem Złotoryjskim. Mi dobrze wiadomo było, że ów lasek całkiem nieźle pagórkowaty jest. Do rzeczy więc. Trasa liczyła 10 kilometrów. Podzielona była na 4 okrążenia, gdzie każde z nich liczyło 2500 metrów. Co tu dużo mówić. Trasa dała się we znaki chyba większości startujących. I właśnie. O startujących chciałem napisać.

Chojnów przeszedł sam siebie. Startowało ponad 10 osób, co na tak małe miasteczko jest wynikiem zacnym. Na uwagę zasługuje fakt, iż właśnie te zawody były biegowym debiutem zarówno żony, jak i jej brata. Nie będzie wielkim zdziwieniem, kiedy napiszę, że nie o czas tu chodziło a o satysfakcję ukończenia biegu. Dodatkowo w konfrontacji z trudnością i energożernością trasy muszę napisać, że średnio (bo tak muszę powiedzieć) przygotowani biegacze musieli podołać nie lada wyzwaniu. Szczęśliwie udało im się. Mało tego. Złapali biegowo, zawodowego bakcyla.

Mój czas, to zdaje się 54 minuty. Określając trudność trasy muszę napisać, że chyba na cięższej nie miałem okazji biec. Przebiegała ona w naprawdę trudnym terenie.