Kiedy kupowałem swój ostatni rower górski na rynku powoli, powoli pojawiały się rowery na kołach większych aniżeli królujące 26 cali. Panowało wtedy przekonanie, że jest to czysty marketingowy zabieg producentów. Sprzedawcy twierdzili, że 29 calowce nie mają szans na przebicie się, a same rowery wyglądają przynajmniej pokracznie.

Co zrobiłem? Kupiłem 26 calowego Treka. Nasza przyjaźń była, dokładnie taka jak Millera i Kwaśniewskiego, szorstka. Trek złamał mi obojczyk, ja mu odkręciłem koła. Niemniej jednak była to przyjaźń. Dziś minęło 5-6 lat od tego momentu. Rower sprzedałem! Ciekawi was dlaczego?

Znajomi z 29-kami

Powodów, przez które rozpocząłem szukanie nowego roweru było kilka. Pierwszy, który narzucił myślenie o większym kole ma związek ze znajomymi. Gro osób, z którymi mam przyjemność jeździć zaopatrzyło się w rowery 29 calowe. Niby nic, a jednak. W mojej okolicy górskich duktów można szukać ze świecą. Co za tym idzie, nie sposób wykorzystać zalet 26 calowego, zwrotnego koła w naszych płaskich, szutrowych lasach. Krótko mówiąc zostawałem w tyle.

Żeby nie być gołosłownym taki oto przykład przytoczę. Moja średnia górska prędkość przelotowa po płaskim to około 22-25km/h. Średnia prędkość dużego koła znajomej to 28km/h. Wprawdzie dawałem radę jechać z taką prędkością, jednak wymagało to ode mnie większego, aniżeli zwykle wysiłku.

Zużycie sprzętu oraz późniejszy jego dostęp

Prosty i nie wymagający argumentacji powód. Trek miał już 5 lat. Swoje przeżył. Lekkie stukoty w supporcie. Delikatne luzy na sterach. Rekinie płetwy w zębatkach kasety i korby. Wszystko to zebrawszy do kupy dało niemałą kwotę, która poszła by na przetrawienie kolejnych 5 lat tylko po to aby rower działał poprawnie.

Nie wiem czy zauważyliście, ale próżno szukać wśród wysokich modeli Treka, Krosa, Meridy, czy Specialized’a rowerów na 26-calowych kołach. Jeśli takowe się pojawiały to były one rowerami średnio – rekreacyjnymi. Grupy osprzętowe, jakie były montowane przy nowych 26-calowych rowerach w porywach sięgały Deore. Najczęściej są to Alivio, Acera. Produktów SRAMA nie zauważyłem. Taki stan rzeczy szybko doprowadził do jasnego wniosku. Kolejne sezony całkowicie wyprą 26” z rynku rowerów wyścigowych. W skrajnym, apokaliptycznym świecie nie będzie można kupić korby 3 rzędowej, 9 rzędowego łańcucha, czy dobrego amortyzatora do 26 calowego roweru.

Zmieńmy tylko koła

Być może część z was wpadnie na pomysł, aby wyrzucić małe koła, a na ich miejsce wstawić duże. Zakładając, że duże koło zmieści się w amortyzatorze, to jednak pomysł jest raczej średni. Dlaczego? Otóż każda rama rowerowa ma misternie obliczane kąty pomiędzy poszczególnymi rurkami. Dzięki tym unikalnym właściwościom na jednym rowerze siedzimy niczym emerytowany 67 latek, na innej zaś czujemy się jakbyśmy musieli maksymalnie wyciągać kręgosłup aby dosięgnąć kierownicy. Zmieniając koła zaburzamy wspomnianą geometrię ramy roweru.

Na pewne ustępstwa możemy iść montując koła o rozmiarze 27.5 cala. W moim jednak odczuciu różnica pomiędzy tymi dwoma rozmiarami kół powinna być taka jak dla przysłowiowego stryjka i jego sierkierki lub kijka.

Rower idealny

Takie oto moje postanowienie. Znaleźć rower idealny. Czy 29 calowe koła będą lepsze od moich starych 26”? Nie wiem. Wierzę, że tak i takiego właśnie roweru będę szukał. Nie będę się upierał przy przełożeniach 2×10 Jak dla mnie 3×9 jest równie dobrym zestawieniem. Kolejną rzeczą, na którą będę zwracał uwagę przy zakupie nowego roweru to ośki kół. Tym razem chce tzw. sztywne, które ponoć sprawiają, że rower znacznie lepiej reaguje na sygnały, jakie mu dajemy przy skręcaniu. Dodatkowo usztywniają one całą konstrukcję i nie ma poczucia tzw. pływania kół. Tyle w teorii, nie mam pojęcia jak zachowują się one w praktyce. Jest to być może moja fanaberia, jednak chciałbym móc je przetestować i skonfrontować z moimi wcześniejszymi doświadczeniami. Kolejnym kryterium jest sportowa geometria ramy.

Mam już swój typ, który spełnia moje wymogi, co ważne, również te związane z budżetem. Jeśli pozwolicie markę i konkretny model przedstawię w jednym z przyszłych wpisów. Ja czuję już podniecenie na samą myśl, że niebawem będzie mój ;) Tymczasem pozdrawiam i do zobaczenia w trasie.